Wiadomości
parafiamagdaleny.pl
Ks. dr Marek Studenski, wikariusz generalny, przewodniczył Eucharystii sprawowanej o północy podczas peregrynacji przez księży pochodzących z parafii św. Marii Magdaleny i posługujących w tej wspólnocie.


Pierwsze godziny peregrynacji w kościele św. Marii Magdaleny wypełniła adoracja, którą poprowadziła m.in. młodzież oazowa z ks. Grzegorzem Pasternakiem. Młodzi przywoływali rozważania o Bożym Miłosierdziu i śpiewali Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Ogień Bożej miłości symbolizowały rozpalone w wielu miejscach kościoła lampki...
O północy przy ołtarzu stanęli kapłani-rodacy oraz kapłani, którzy kiedyś pracowali w tej parafii. Eucharystię koncelebrowało dziesięciu księży.
Jak zaznaczył ks. Studenski, wikariusz generalny diecezji, w wizerunku Pana Jezusa Miłosiernego, objawionym św. Faustynie, równie ważny jest sam obraz, jak i napis: "Jezu ufam Tobie".
- Jezus dziś do nas przychodzi w tym łagiewnickim znaku między innymi po to, żeby nam przypomnieć, Komu mamy ufać - mówił w homilii ks. Studenski, przyznając, że powszechnym złudzeniem jest zaufanie człowieka we własne siły i możliwości.
- Chciałbym, abyśmy dzisiaj, patrząc na historię tego obrazu i związanej z nim św. Faustyny, także na obecność tego obrazu w naszej świątyni, dostrzegli w tym reżyserię Pana Boga. Ważne, byśmy ufali, że jest Ktoś, kto kieruje naszym życiem; że nasze życie jest w Jego rękach.
Ks. dr Studenski przytaczając szereg wydarzeń z życia siostry Faustyny Kowalskiej, wskazywał na przykłady tego Bożego kierownictwa, które dało tak niezwykłe owoce. Przypomniał m.in. liczne przeszkody, które uboga i schorowana Helena Kowalska musiała pokonać, zanim zdołała wstąpić do klasztoru.
- Nikt nie chciał jej przyjąć, wszędzie jej odmawiano. A jednak Pan Bóg zrządził tak, że kiedy zapukała do kolejnych klasztornych drzwi, otworzyła siostra Michaela Moraczewska, święta i mądra osoba. Mogła ją również odesłać, a jednak powiedziała: "Idź, zapytaj Pana tego domu, czy cię przyjmie. I wskazała jej kaplice na pierwszym piętrze. Kiedy wróciła, na pytanie: I co ci powiedział? - odpowiedziała, że usłyszała Bożą odpowiedź: " Przyjmuję cię. Jesteś w sercu Moim". Wtedy siostra Moraczewska powiedziała: Skoro On cię przyjął, to i ja cię przyjmuję".
Chcę dziś podziękować, że mnie i wszystkim kapłanom, którzy się tu dziś modlą, w pewnym momencie życia Jezus powiedział te same słowa: Przyjmuję cię. Jesteś w sercu Moim. I za to, że Kościół ustami biskupa powiedział: Skoro On cię przyjął, to i ja cię przyjmuję. Taki był początek powołania każdego z nas. Siostry zakonne usłyszały te same słowa. Małżonkowie też usłyszeli, że Jezus łączy ich serca Swoją miłością. U początków każdego powołania stoi Jezus, a Kościół potwierdza je swoim błogosławieństwem. Dzięki temu wiemy, że kroczymy dobrą drogą - mówił ks. dr Studenski. - A kiedy s. Faustyna doświadczyła poważnego kryzysu i postanowiła odejść z klasztoru, poszła się jeszcze pomodlić, zanim zdecydowała się na rozmowę z przełożoną. I wtedy usłyszała słowa Jezusa: "Tu cię wezwałem, a nie gdzie indziej i przygotowałem tutaj wiele łask dla ciebie". I s. Faustyna zaufała, wytrwała mimo rozlicznych przeciwności, kiedy nikt nie wierzył w to, że naprawdę rozmawia z Panem Jezusem - podkreślał ks. dr Studenski.
Jak dodawał, pełniła w klasztorze najprostsze prace, pomagała w kuchni, piekarni, a kiedy przekazywała polecenie Pana Jezusa, by namalować obraz zgodnie z objawieniem, które miała, spotykała się z wielkim dystansem, nieraz wręcz z lekceważeniem.
- Znosiła to z wielką pokorą. Tak przyjęła też decyzję przełożonych o przeniesieniu do innego domu, do Wilna. I właśnie tam, przystępując do spowiedzi, napotkała na ks. Michała Sopoćkę. On jako pierwszy potraktował całkiem na serio wyznanie tej penitentki, choć też nie od razu. Ale kiedy słuchał kolejnych spowiedzi i przekonał się, że zza nieskładnych, często pełnych błędów gramatycznych zdań, wyłania się teologia z najwyższej półki. Dopiero po tym spotkaniu wielkie dzieło głoszenia Bożego Miłosierdzia mogło nabrać tak wielkiego impetu. Gdyby siostra Faustyna się wcześniej zbuntowała, zaprzepaściłaby to dzieło. Potrzebna była jej pokora i jej zaufanie w to, że Pan Bóg kieruje jej życiem i nigdy się nie myli. Dzięki temu możemy dziś modlić się przy tym obrazie... - dodawał ks. Studenski.